Awantura o pasze GMO – czy chodzi o nasze zdrowie, czy raczej o pieniądze?

W lipcu, polski sejm przegłosował przesunięcie zakazu importu soi GMO o kolejne cztery lata. Lobby sojowemu udało się przekonać naszych decydentów, że bez transgenicznej soi mięso podrożeje i załamie się jego produkcja oraz eksport.

I choć soja GMO to w pierwszym rzędzie problem ekonomiczny, to dyskusję publiczną podgrzewa kwestia jej wpływu na zdrowie zwierząt i ludzi. Zapewne szeroka debata o wpływie GMO na zdrowie ma za zadanie odwrócić uwagę od kwestii finansowych. A chodzi tu o ponad 3 mld złotych w skali roku, bo tyle wart jest import genetycznie modyfikowanej śruty sojowej.

Zdaniem niektórych specjalistów od ekonomii rolnictwa (cyt. poniżej), nie jesteśmy skazani na soję GMO i gdyby tylko była wola polityczna –  da się wdrożyć alternatywne rozwiązania, z pożytkiem dla polskich rolników i hodowców, dla stanu gleb i dla krajowych finansów.  Ciekawe, czemu to nie oni, tylko zwolennicy importu soi zza oceanu – są zapraszani przez decydentów do opracowania strategii produkcji pasz?

Rzepak zamiast soi?

Naszym głównym źródłem białka jest i pozostanie śruta rzepakowa. Źródło to nie jest w pełni wykorzystywane, mimo produkcji nasion rzepaku podwójnie ulepszonego, wynoszącej 2,5 mln ton (2009), 2,2 mln ton (2010) i 1,9 mln ton w roku 2011, z czego eksportujemy niepotrzebnie około 0,2 mln ton nasion i 0,5 mln ton śruty.

Śruta z rzepaku podwójnie ulepszonego daje tylko w odniesieniu do drobiu nieco gorsze wyniki żywieniowe. Wyniki żywienia innych zwierząt są porównywalne z paszami zawierającymi śrutę sojową.

Prof. zw. dr hab. Jan Krzymański, em. Kierownik Oddziału Poznańskiego Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin – kierownik Ogólnopolskiego Zespołu Badawczego, który wyhodował i wdrożył do produkcji podwójnie ulepszone odmiany rzepaku i gorczycy

Zamiast soi GMO –  uprawa zwykłej soi na polskich polach

Z uwagi na mniejszą niż w soi zawartość białka w roślinach strączkowych, a zatem wyższą cenę jednostki białka, warto upowszechnić w Polsce uprawę nowych, wcześnie dojrzewających, nietransgenicznych odmian soi. Możliwość taką potwierdzają wieloletnie obserwacje plonowania soi m.in. w północnej Polsce, gdzie plon soi nigdy nie spadł poniżej 2 t z ha, co daje przychód ok. 3 250 zł z ha. Jednocześnie parametry technologiczne tych odmian soi czynią z niej atrakcyjny surowiec paszowy, nieustępujący soi z importu.

Coraz szersze wprowadzanie do uprawy soi nietransgenicznej w Polsce pozwoliłoby na stopniową redukcję importu soi GMO, przy zachowaniu konkurencyjności polskiego przemysłu paszowego i mięsnego i lepszej ochronie praw konsumentów, którzy odrzucają żywność GMO.

dr hab. Józef Tyburski, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie

Rodzime rośliny strączkowe źródłem białka paszowego

Krajowa produkcja zwierzęca zużywa rocznie ok. 1 mln ton białka, które w 80% pokrywane jest importowaną śrutą sojową GMO. Przynajmniej częściowe uniezależnienie się od importu, a tym samym zapewnienie „bezpieczeństwa białkowego” dla produkcji zwierzęcej, było przyczyną wdrożenia Programu Wieloletniego na lata 2011 – 2015 pt. „Ulepszanie krajowych źródeł białka roślinnego, ich produkcji, systemu obrotu i wykorzystania w paszach”. Celem jest przebudowa bilansu białka, na około 50% udziału surowców krajowych, których źródłem będzie: śruta rzepakowa, nasiona strączkowe i białko z suszonych wywarów.  Badania prowadzone w UP w Poznaniu i IZ w Balicach wykazały, że w przypadku trzody chlewnej wyniki produkcyjne z zastosowaniem białka z krajowych roślin strączkowych, były porównywalne, a mięso jakościowo lepsze, zaś w przypadku drobiu, można częściowo zastąpić śrutę sojową.

Kalkulacja ceny1 kg białka wykazała, że w różnych odstępach czasu zastępowanie importowanej soi krajowymi surowcami było od 3 do 7% bardziej opłacalne.

Szersze wykorzystanie krajowych nasion roślin strączkowych jest limitowane małą ich dostępnością na rynku, co jest związane z mniejszą opłacalnością uprawy w stosunku do zbóż. Aby zmienić te relacje wprowadzono dopłaty do 1 ha uprawy roślin strączkowych w wysokości 60 euro, natomiast w 2011 roku zostały one podwyższone do 75 –  100 Euro, co winno prowadzić do stopniowego rozwoju produkcji.

dr inż. Wojciech Mikulski, Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu

Dać szansę polskim rolnikom

Sprywatyzowane lobby paszowe stosuje szantaż wobec instytucji państwowych odpowiedzialnych za politykę żywnościową i paszową naszego kraju. Zapowiada drastyczną podwyżkę cen żywności w wypadku przestawienia się na rodzimą produkcję pasz wolnych od GMO, co nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Prof. K. Noworolnik, ekspert w dziedzinie uprawy roślin rolniczych opracował technologię mieszanek strączkowo-zbożowych, których wdrożenie do szerokiej produkcji z powodzeniem mogłoby zastąpić import około 2 milionów ton soi GMO. Przyniosłoby to duże korzyści ekonomiczne dla polskich rolników, dzięki czemu około 3 mld zł wydawanych co roku na import kontrowersyjnych pasz transgenicznych, trafiłoby do krajowych producentów pasz.

Według eksperta w dziedzinie żywienia zwierząt, prof. J. Prusińskiego, cena kilograma białka w śrucie sojowej GMO wynosi około 3 zł, a w śrucie nasion łubinu żółtego tylko około 1,8 zł.

Prof. dr hab. Jan Narkiewicz-Jodko, Instytut Ogrodnictwa

 

Wypowiedzi naukowców, poza wypowiedzią prof. Krzymańskiego, zaczerpnięto z Biuletynu Forum Debaty Publicznej Prezydenta RP nr 16. Organizmy zmodyfikowane genetycznie, dostępnego na oficjalnej stronie Prezydenta.

Opracowała dr hab. Katarzyna Lisowska

źródło: Zielone Wiadomości numer 14, 5/2012

Artykuł opublikowano za zgoda redakcji Zielonych Wiadomości.

2 myśli na temat “Awantura o pasze GMO – czy chodzi o nasze zdrowie, czy raczej o pieniądze?”

Możliwość komentowania jest wyłączona.