Co to jest GMO i dlaczego nie chcemy upraw GMO w Polsce?

GMO, genetycznie modyfikowane organizmy tworzy się za pomocą technik nie występujących w naturze – przy pomocy tzw.  inżynierii genetycznej.

Technologia GMO może być stosowana w odniesieniu do mikroorganizmów (zwykle dla celów przemysłu czy farmacji) i to nie budzi większych kontrowersji, bo takie GMO znajdują się pod kontrolą i nie wydostają się do środowiska. Wątpliwości dotyczą genetycznie modyfikowanych roślin uprawnych i zwierząt hodowlanych – po pierwsze dlatego, że GMO wkracza do produkcji żywności, po drugie zaś, produkcja ta odbywa się w środowisku naturalnym. Obawy dotyczą więc zarówno bezpieczeństwa zdrowotnego, jak i zagrożeń środowiskowych.

Wbrew często spotykanym opiniom, że „rolnicy zawsze produkowali GMO”, z GMO zaczęto eksperymentować w laboratoriach dopiero około 30 lat temu, a z GMO w rolnictwie i na talerzu mamy do czynienia od zaledwie 17 lat. Trudno więc dziś ocenić długotrwały wpływ roślin GMO na środowisko i na nasze zdrowie. Czas obserwacji jest bowiem zbyt krótki, a badania, które się wykonuje, w większości nie pozwalają ocenić skutków długotrwałej diety zawierającej GMO ani jej wpływu na kolejne pokolenia.

Uprawy GMO są reklamowane jako remedium na niedostatek żywności na świecie. Producenci twierdzą, że dają one wyższe plony niż uprawy tradycyjne. W rzeczywistości kwestia ta jest raczej dyskusyjna –  wiele poważnych analiz pokazuje, że odmiany GMO wcale nie są bardziej wydajne. Dzieje się tak, ponieważ najczęściej uprawiane rośliny GMO nie zawierają wcale modyfikacji, które miałyby zwiększać urodzaj. Rośliny te w większości mają bowiem jedynie dwie modyfikacje: sztucznie wbudowaną odporność na opryskiwanie środkiem chwastobójczym (np. Roundupem) lub zdolność do samodzielnej produkcji naturalnego środka owadobójczego (bakteryjna toksyna Bt). 95% roślin GMO uprawianych na świecie posiada jedną z tych cech, albo obie na raz. Z tym wiąże się pewne niebezpieczeństwo, bowiem uprawy GMO –  z jednej strony same produkują pestycydy (bakteryjna toksyna Bt), a z drugiej –  kilka razy w sezonie wegetacyjnym są spryskiwane środkami chwastobójczymi.

Producenci GMO próbowali przekonywać, że Roundup jest biodegradowalny i zupełnie nieszkodliwy, co sądownie uznano za nieuczciwą reklamę. Próbowali też przekonywać konsumentów, że toksyna Bt nie wchłania się z przewodu pokarmowego, nie stanowi więc zagrożenia dla ludzi. Jednak w majowym numerze czasopisma Reproductive Toxicology dwóch naukowców z Uniwersytetu Sherbrooke w Kanadzie przedstawiło dowody, że pestycydy pochodzące z upraw GMO mogą przedostawać się do krwi konsumentów. Toksynę Bt a także herbicydy i produkty ich rozpadu wykryto m.in. we krwi kobiet ciężarnych i we krwi pępowinowej noworodków. Należy przy tym pamiętać, że w Kanadzie większość upraw rzepaku czy kukurydzy to odmiany GMO…

Słyszy się często, że Amerykanie od lat jedzą GMO i „nic im nie jest”. Mało kto jednak wie, że w USA nie znakuje się GM żywności – nie ma więc możliwości wykonania badań porównawczych! Nie ma zatem żadnych dowodów, że ta żywność nie szkodzi. Równie dobrze można sądzić, że jest ona jedną z przyczyn nasilenia plagi chorób cywilizacyjnych w USA.

Nawet więc jeżeli nie obserwowano dotąd ostrej toksyczności GM produktów, to z pewnością żywność ta nie należy do zdrowej żywności. A odległe efekty jej spożywania poznamy po latach. Może się okazać, że będzie tak, jak w przypadku DDT czy papierosów, których producenci przez lata zapewniali o ich bezpieczeństwie.

Oprócz potencjalnych zagrożeń zdrowotnych, z GMO wiążą się także zagrożenia dla środowiska i problemy o charakterze społeczno-ekonomicznym. Te ostatnie wydają się dziś najpoważniejsze! Będą się one wiązały z eliminacją tradycyjnego modelu rolnictwa i wzrostem bezrobocia na wsi, latyfundyzacją obszarów rolnych, uzależnieniem rolników od dostaw opatentowanego ziarna siewnego, zapaścią rolnictwa ekologicznego, etc. Ponadto, grozi nam utrata rynków zbytu w Europie, gdzie mamy obecnie pozycję lidera w produkcji zdrowej i smacznej żywności. Na naszą produkcję rolną jest popyt, zaś żywność wytwarzana z upraw GMO nie znajduje zbytu w Europie, co jest m.in. przyczyną strat ponoszonych przez rolników amerykańskich.

Warto pamiętać, że potęgi rolnicze Europy, takie jak Niemcy, Francja czy Włochy nie oglądając się na przepisy unijne – wprowadziły zakazy upraw GMO. Zrobiły to w trosce o swój interes ekonomiczny, o swoich rolników i konsumentów. Zakazy upraw GMO obowiązują także w Grecji, Luksemburgu, Szwajcarii, na Węgrzech i w Bułgarii. Irlandia i Walia niemal w 100% objęte są strefą wolną od GMO, Anglia w 50%. Obecnie, Parlament Europejski pracuje nad nowymi przepisami, które pozwolą krajom członkowskim samodzielnie decydować o zakazach upraw GMO w oparciu o argumenty społeczne, ekonomiczne i zagrożenie środowiska.

Trzeba pamiętać, że za technologią GMO stoją potencjalne ogromne zyski dla koncernów, które sprzedają opatentowane ziarno GMO i środki chemiczne niezbędne do takich upraw. Polska jako jeden z większych krajów rolniczych UE i blisko 40-milionowy rynek konsumencki, w oczywisty sposób znajduje się w polu zainteresowania koncernów. Jak niedawno ujawnił portal Wikileaks, naciski na kraje europejskie, które nie akceptują upraw GMO płyną m.in. z jednostek dyplomatycznych USA. Z tajnych depesz mogliśmy odczytać, że USA traktują kwestię zwiększania światowego areału upraw GMO jako „strategiczny i komercyjny imperatyw” i są gotowe w tym celu prowadzić z Unią Europejską „wojnę handlową w stylu militarnym”.

Dlatego kwestia otwarcia Polski na uprawy GMO i społecznej akceptacji, jest bez wątpienia przedmiotem silnego lobbingu. Pozostaje mieć nadzieję, że decydenci będą się kierować dobrze pojętym interesem społecznym i wbrew wszelkim naciskom wprowadzą w Polsce uregulowania staną na wysokości zadania.

W moim najgłębszym przekonaniu, zgodnie z aktualnym stanem wiedzy, na uprawy polowe roślin GM powinno być nałożone w Polsce moratorium na okres co najmniej 10 lat. Jest to podyktowane zarówno względami bezpieczeństwa, jak i troską o interes społeczno-ekonomiczny polskiego rolnictwa.

Katarzyna Lisowska

* Dr hab. Katarzyna Lisowska jest absolwentką Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Pracuje na stanowisku profesora w Centrum Badań Translacyjnych i Biologii Molekularnej Nowotworów (d. Zakład Biologii Nowotworów), Centrum Onkologii – Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie, Oddział w Gliwicach. Jest też członkiem Komisji ds. GMO przy Ministerstwie Środowiska w kadencji 2010 –  2014.

Jedna myśl na temat “Co to jest GMO i dlaczego nie chcemy upraw GMO w Polsce?”

  1. GMO, cóż to takiego – nie wiadomo.
    W każdym razie , biorąc pod uwagę, że, cytuję „Rośliny te w większości mają bowiem jedynie dwie modyfikacje: sztucznie wbudowaną odporność na opryskiwanie środkiem chwastobójczym (np. Roundupem) lub zdolność do samodzielnej produkcji naturalnego środka owadobójczego (bakteryjna toksyna Bt). 95% roślin GMO uprawianych na świecie posiada jedną z tych cech, albo obie na raz. Z tym wiąże się pewne niebezpieczeństwo, bowiem uprawy GMO ? z jednej strony same produkują pestycydy (bakteryjna toksyna Bt), a z drugiej ? kilka razy w sezonie wegetacyjnym są spryskiwane środkami chwastobójczymi.” – otrzymujemy żywność wzbogacaną czystą chemią – pestycydy i herbicydy. Producenci tych środków chemicznych i jednocześnie wprowadzajacy żywność GMO zapewniają, ze środki te są bezpieczne i biodegradowalne, a jednocześnie piszą w informacjach o np. Roundup, że:
    1. Jest biodegradowalny ale tylko w GLEBIE – a ludzie i zwierzęta hodowlane nie jedzą gleby.
    2. Cytuje z ulotki informacyjnej Roundap.
    „Przeciwwskazania
    1. Nie stosować środka w zbożach z wsiewkami oraz w zbożach przeznaczonych na materiał
    siewny – znaczy, że Roundap przenika do ziarna i w ziarnie się nie rozkłada, i dlatego jest zagrożeniem dla wzrastających, z opryskanych ziaren, roślin – jednak nie przeszkadza to w jedzeniu opryskiwanych Rundapem roślin – ludziom, znaczy się, że nie szkodzi, a piszą, żeby nie spożywać i zachować szczególne środki ostrożności – ciekawe dlaczego?
    2. Słomy zbóż nie używać jako podłoża ani podściółki ogrodniczej; można jej używać jako paszy
    lub podściółki dla zwierząt. – i tu znowu chroni się tylko rośliny, które mogą mieć problem ze wzrostem/życiem w otoczeniu zawierającym śladowe ilości Roundup, jednak może on być spożany przez zwierzęta np. hodowlane – też ciekawe.”

    Interesujące jest to jak dokladnie działa Roundup na ludzi – jezeli np. zaburza gospodarkę hormponalną, uklad imunologiczny, pokarmowy lub nerwowy wtedy należy uznać , że jest winny wielu chorobom cywilizacyjnym, jak otyłość, alergie, depresje itd.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *